International European Congress of Former
Ursuline Students - AUSSI- EUROPE 2007,
Wroclaw, 4-11 August, 2007
Czcigodni Bracia Kapłani,
Czcigodne Siostry Urszulanki
na czele z Siostrą Delegatką,
Drodzy uczestnicy Kongresu!
Człowiek w życiu swoim potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Jeśli takie znajduje, to wtedy jego serce jest spokojne, nastawione optymistycznie; towarzyszy mu nadzieja i radość. Natomiast poczucie zagrożenia wnosi niepokój w serce człowieka, zabiera nadzieję i radość. Zagrożenia mogą być różnego rodzaju. Może to być zagrożenie w sferze dóbr materialnych, kiedy komuś się nie wiedzie, kiedy w życiu niewiele osiąga, ale jeszcze większe zagrożenia dotyczą sfery życia duchowego, kiedy człowiek nie może się odnaleźć, przeżywa pustkę i zagubienie. Patrząc na otaczający nas świat stwierdzamy, ze zmaterializowane myślenie bierze górę nad wszystkim. Człowiek bardzo zabiega o dobra materialne, dobra doczesne. Taka jest epoka, w której żyje. A mianowicie epoka niezwykłego rozwoju technologicznego, informatyki i lotów kosmicznych (nowa sonda wylądowała na Marsie, która będzie dokonywała nowych odkryć i przekazywała informacje na ziemię). Człowiek skłonny jest zachwycić się tym wszystkim i szukać szczęścia tylko na tej naszej planecie ziemi. A jak powinien wyglądać stosunek do dóbr materialnych w świetle Objawienia Bożego? W Starym Testamencie mówi na ten temat Ksiega Koheleta. Kohelet (z jęz. hebrajskiego oznacza kaznodzieję, mówcę) to był starożytny mędrzec biblijny, który zastanawiał się nad sensem dóbr, jakie człowiek na tej ziemi może osiągnąć. Czytając - zwłaszcza pierwsze rozdziały tej księgi - spotykamy powtarzające się jak refren słowa: „Marność nad marnościami, wszystko marność”. Może dla człowieka XXI wieku takie stwierdzenie jest zbyt pesymistyczne, ale ów mędrzec biblijny patrzy na życie człowieka i na otaczający go świat przez pryzmat śmierci. Właśnie śmierć jest tak bardzo decydująca w życiu człowieka, bo zamyka jego doczesną i ziemską egzystencję. Jest to moment, który zrywa wszystkie więzy z dobrami materialnymi. Niezależnie ile dóbr by człowiek posiadał, jak bogatą bibliotekę lub kolekcję drogocennych kamieni i monet by zgromadził - to wszystko zostawi w chwili śmierci.
Wielcy mistrzowie życia duchowego z pierwszych wieków chrześcijaństwa - wczytując się w Księgę Koheleta i wezwania Ewangelii - opuszczali dom rodzinny, pozostawiali wszystkie dobra i cały dobytek, i stawali się anachoretami. Żyli w odosobnieniu, a cały czas poświęcili kontemplacji spraw Bożych. .Może ktoś powie, że to nie nasze czasy, ale warto sobie uświadomić, że taka postawa jest możliwa. Co więcej, jest ona bardzo twórcza, bo rozwija wnętrze człowieka. Kiedy przygotowywałem się poświęceń biskupich, odprawiałem rekolekcje w eremie kamedułów w Bieniszewie, koło Konina. Wciągnąłem się w regulamin kamedułów. Wstawałem z nimi bardzo wcześnie, o godz. 3.45, by wspólnie rozpoczynać oficjum w kościele, a potem spełniałem wszystkie punkty regulaminu tak, jak one były przewidziane, Kiedy wieczorem przechadzałem się po dziedzińcu kościoła, przed udaniem się na spoczynek, podjechała samochodem pewna rodzina. Wyszedł z samochodu ojciec i zaczął się pytać: jak wygląda to życie kamedułów? W sposób przystępny wyjaśniałem jak wygląda porządek dnia, jak jest ułożony regulamin, ile czasu przeznaczają zakonnicy na modlitwę, ile na pracę, ile na odpoczynek. Zdziwiony tym wszystkim mój rozmówca odpowiedział: a my tak bardzo gonimy, żeby mieć nowy samochód, sprzęt elektroniczny lub nowy dom, żeby wymienić wszystkie meble na nowe, a okazuje się, że i tak można żyć i być szczęśliwym. Bardzo trafny wniosek: naprawdę można tak żyć i być szczęśliwym. Dlatego, że człowiek - przez wyzwalanie z siebie dóbr duchowych - jest w stanie zadać śmierć własnemu egoizmowi, tym wszystkim wadom, o których mówi św. Paweł w Liście do Kolosan, a więc nieczystości, lubieżności, chciwości. Dla człowieka zaś, który zbytnio skupia się na rzeczach materialnych, dobra te stają się bożkiem; i tak mamy bożka w postaci telewizora, sprzętu elektronicznego, komputera, lodówki itd.
Człowiek więc powinien dbać o rozwój integralny, wszechstronny, żeby - nie zaniedbując dóbr doczesnych - mógł patrzeć jednak wyżej, zgodnie ze wskazówką św. Pawła: „Szukajcie tego, co w górze, jeśliście zmartwychwstali z Chrystusem”. A na innym miejscu Chrystus mówi: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam przydane. Troszczcie się o skarby w niebie” i dodaje na innym miejscu bardzo praktyczną radę: „Gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje”. Jeżeli więc skarbem twoim będą tylko dobra materialne czy pieniądz, tam będzie twoje serce. A to serce, które niespokojne jest dopóki nie spocznie w Panu, powinno należeć do Boga, do naszego Pana i Stwórcy. Po tej samej linii idzie przypowieść z dzisiejszej Ewangelii świętej. Oto mamy w niej do czynienia - mówiąc językiem współczesnym - z pewnym konsumentem. Ciekawy jest ten dialog z samym sobą: „masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone odpoczywaj, jedz, pij i używaj”. A potem słowa: „głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie”. To jest ta myśl, która była już pokreślona w Księdze Koheleta. Trzeba patrzeć na życie pod kątem tego, co nas czeka - pod kątem śmierci.
Moi Drodzy, jak mamy w życiu postępować, czy mamy całkowicie oderwać wzrok od tego świata? Nie, to nie jest wizja chrześcijańska rozwoju człowieka: ani Kościół, ani Ewangelia tego nie chcą. Mamy być tymi, którzy ulepszają ten świat. Poprzez pracę mamy doskonalić dzieło stworzenia. Zostaliśmy przez Stwórcę wciągnięci w proces ciągłego ulepszania świata, ale rozwój człowieka musi być integralny, tzn. w zdobywaniu dóbr tego świata nie wolno nam zapominać o wartościach wyższych, duchowych. I druga bardzo ważna zasada, którą powinniśmy się w życiu kierować, niezależnie od tego jaką funkcję pełnimy: - to jest otwartość na drugiego człowieka, to znaczy pracując, poświęcając się, zdobywając pieniądze, być otwartym na potrzeby drugiego człowieka.
Dotykamy tu charyzmatu sióstr urszulanek. Przyświecała im przez wieki dewiza "Serviam", tzn. będę służyć, jestem gotowa służyć, jestem zawsze do dyspozycji. Siostry urszulanki przybyły do Wrocławia bardzo dawno, kilka wieków temu. Otrzymały klasztor, a właściwie kupiły go od klarysek, które na mocy dekretu Fryderyka Wilhelma II uległy kasacji. Siostry zamieszkały w klasztorze, zapewniając klaryskom utrzymanie do końca ich życia. Jak się wpisały w tę historię? Pierwsze siostry przybyły z Bratysławy i Węgier, ale w przeszłości we wrocławskim klasztorze mieszkały Czeszki, Węgierki, Słowaczki, Ślązaczki, także Niemki i Polki. Siostry prowadziły szkołę, która funkcjonowała do 1940 roku, a potem została brutalnie zawieszona przez władze hitlerowskie. Jednakże pamięć i tradycja tej szkoły była tak silna, ze tuż po wojnie, kiedy Wrocław wraz z Dolnym Śląskiem został przyłączony do Polski, siostry zaczęły reaktywować dawną szkołę. Najpierw było dwadzieścia dziewcząt, a potem sześćdziesiąt (1945-46).
Pozwolę sobie w tej chwili wspomnieć siostrę prof. Ewę Jezierską, która przez 37 lat dyrektorowała tej szkole. Natomiast duszą tego Kongresu jest siostra Rafaela Husson, która przez swoją pracę bardzo przyczyniła się do kształtowania młodych charakterów. I tak oto ta szkoła trwała przez cały okres dyktatury komunistycznej. W rozmowie prywatnej z siostrami powiedziałem, że pomimo wszystko miały dużo szczęścia. Pomimo trudnych okoliczności św. Aniela - założycielka ich zgromadzenia - wypraszała łaski u Boga tak, ze ta szkoła trwała pokonując wiele trudności i szykan, działała i ciągle nowe szeregi uczennic opuszczały jej mury idąc do świata, aby użyźniać jego glebę, aby zapładniać swoim zapałem, swoimi przemyśleniami, postawą pokolenia Polaków, tutaj w kraju i za granicą. A dzisiaj we Wrocławiu odbywa się Kongres Europejski Stowarzyszenia Byłych Wychowanek Sióstr Urszulanek. Warto przy tej okazji przypomnieć, że to miasto miało bardzo bogatą historię i zarazem bardzo burzliwą. W 1000 roku, w państwie Bolesława Chrobrego, powstaje pierwsza metropolia, z diecezjami sufragalnymi: wrocławską, krakowską i kołobrzeską, które zostały podporządkowane Gnieznu jako stolicy metropolii Diecezja wrocławska należała po metropolii gnieźnieńskiej do roku 1821. Do 1340 roku Śląsk z Wrocławiem był pod panowaniem Piastowiczów ( z dawnej słowiańskiej dynastii Piastów), potem panowali Czesi, Habsburgowie (zostawili oni duży ślad na samym Wrocławiu, jak i na Dolnym Śląsku), potem przyszło panowanie pruskie, niemieckie, okres III Rzeszy, a po roku 1945 - panowanie polskie. Po co wymieniam te fakty? Żeby ukazać, jak złożona była historia tych ziem i Wrocławia. Każda nacja zostawiała tutaj swój ślad. Większość sióstr urszulanek stanowiły Niemki, ale zawsze w ciągu wieków były obecne również Polki, które były dwujęzyczne, bo mówiły świetnie po niemiecku i po polsku. Były tu również Ślązaczki. W tym klasztorze panowała piękna, ekumeniczna atmosfera. Tę tradycję, nacechowaną ekumenizmem i otwarciem, podtrzymuje współczesny Wrocław i stąd też został nazwany miastem spotkań. Mamy tutaj różne wyznania. Żyją razem katolicy, ewangelicy, grekokatolicy i prawosławni. Spotykamy się z przedstawicielami różnych kościołów, odprawiamy nabożeństwa ekumeniczne, wymieniamy poglądy i myśli. Składamy sobie życzenia świąteczne i okolicznościowe. Chętnie z sobą rozmawiamy, jesteśmy dla siebie otwarci. Bo zgodnie z tym, co mówi dziś św. Paweł : nie ma już Greka, ani Rzymianina, nie ma Scyty, ani barbarzyńcy, nie ma obrzezanego, ani nieobrzezanego, bo wszyscy jesteśmy jedno w Panu naszym Jezusie Chrystusie.
Drogie Uczestniczki Europejskiego Kongresu, jako pasterz tej archidiecezji, pragnę z całego serca podziękować Siostrom Urszulankom za ich bardzo owocną i dobrą pracę, za ich wkład w wychowanie młodego pokolenia Polaków, za wysoki poziom, jaki zawsze był, jest i mam nadzieję będzie w ich szkole. Może to sprawiło, że rządy komunistyczne patrzyły z taryfą ulgową na tę szkołę na wskroś katolicką, bo 90 % z wychowanek szło na wyższe uczelnie. To chyba był ewenement, który nigdzie się nie powtórzył. Dziękuję Bogu za to, co siostry zrobiły dla naszego miasta i rejonu, dla młodych ludzi, dając świadectwo swojej wierności powołaniu w burzliwych czasach naszej najnowszej historii, a zwłaszcza w 1945 roku, kiedy Wrocław był zniszczony w ponad 80 %, a klasztor urszulanek został jeden na tym morzu ruin. W tym był jakiś znak Opatrzności Bożej, że z tym klasztorem Bóg wiąże swoje szczególne nadzieje i swoje cele.
Szanownym i Drogim Uczestniczkom tego kongresu życzę, by we Wrocławiu czuły się dobrze, aby weszły w atmosferę tego miasta, aby zetknęły się z zabytkami ziemi śląskiej (w programie jest jeszcze Kraków, Wieliczka, Oświęcim i in.), aby spotkały się z tym, czym żyje i oddycha ziemia polska i z czym wkracza w przyszłość. Niech dobry Bóg wszystkim wynagradza za wkład pracy, jaki wnosicie w miejscach, w których Opatrzność Boża was postawiła. Amen.
Arcybiskup Marian Gołębiewski
source: http://kongres.serviam.pl/index2.php?action=homilia_metropolity_wroclawskiego